
Wszystkie te dni, które wypełniły lukę pomiędzy tymi wieczorami były najszczęśliwszymi w moim życiu, mimo, iż bywało trudno, czasem nawet bardzo trudno.
Pisałam wyżej, że od dwóch dni zdarza mi się płakać jak na niego patrzę, jak o nim myślę. Ja chyba nadal nie wierzę, że ten malutki człowieczek jest naprawdę mój (no ok, nasz


o, słyszę, ze tatuś go pacyfikuje

Żeby nie było, że u nas tkliwie i smutno, to zapewniam Was, że ten płacz i trudności to zaledwie kropla w morzu radości jaką daje nam nasz Synek. Nie pamiętam jak to było bez niego. Mam jakieś PUSTE migawki, coś, gdzieś, kiedyś, za mgłą...DAWNO.
Codziennie zaskakuje nas czymś nowym, zaskakuje tym, że wie i rozumie więcej niż nam sie wydaje. Złapać kontakt i porozumieć się z takim maluchem to cudowne uczucie. Jego radość z powodu tego zrozumienia jest bezcenna, nasza z resztą nie mniejsza.
Latem, kiedy zadowolony huśtał się na huśtawce wydawał mi się juz takim dużym chłopcem... Dziś oglądając zdjęcia z tamtego czasu nie mogę uwierzyć, że tak się zmienił. Minęło przecież ledwie kilka miesięcy... Z resztą o czym ja piszę, przecież rok temu był piszczącym zawiniątkiem


No i to dziecko trzeba wychować. Czasem się boję, że źle się do tego zabieram, ze popełniam błędy, które w moim odczuciu są nie do naprawienia. Antoś coraz częściej pokazuje różki, chce tupnięciem pokazać, ze tez ma swoje zdanie... Niech ma, ja w międzyczasie muszę doczytać jak sobie zz tym tupaniem poradzić, a czego nie doczytam to zdam się na intuicję. Z reguły nie zawodzi, ale coraz trudniej się robi

I jeszcze jedno, chciałam napisać, że macierzyństwo wyzwoliło we mnie cechy, o których istnieniu nie wiedziałam. Ja- nerwus, mam tyle cierpliwości, że tłumaczyć to moge chyba tylko darowizną od Pana Boga.
Teraz będę się rozpływać w zalatach mojego synka

Antoś, mój ROCZNIACZEK kochany :
- potrafi pokazać gdzie mamusia , misiu i inne istoty mają oczko i nosek
- pokazać, gdzie Antoś ma (no wiecie co

- pokazać jak się myje brzuszek i buzię
- powiedzieć mama i tata, da, nie ma, bam, nie i BE (chyba tyle)
- kurczę, teraz się boję, ze nie napiszę wszystkiego...
- ślicznie zabiera się do rysowania(nie wyprowadzajcie mnie z błędu)
- pokazuje kotka i mówi MAU ( no ok, dwa razy mu się udało)
- pokazuje gdzie jest lampa, od dziś choinka, muzyczka
- rano jak zapomnę włączyć wieżę, to pokazuje rączką i upomina mnie, że nic nie słychać
- wkrętarką z zestawu samochodowego (jego) boruje ładnie wszystkie dwa ząbki

- i pewnie sporo innych, o ktorych teraz nie pamiętam
Od jakiegoś tygodnia jest chory, co prawda już jesteśmy na finiszu, ale pozostałoscia po chorobie jest niechęć do mleka i kaszki. Nie tknie białego. Kaszką pluje, no chyba, ze jest brązowa- kakaowa, to ok

Uwielbia szynkę(hurtowe ilości), parówki, chrupki... Ten zestaw żywił go podczas choroby, bo nic innego nie chciał. Przeżył i na szczęście rozszerza dietę... Pięknie jadł wcześniej i naprawdę podziwiam mamy, które mają niejadków. Tydzień niejedzenia mało mnie nie wykończył. Z dwojga złego wolę juz nie spać no i .... nie śpię, bo w tej kwestii nic sie u nas niestety nie zmieniło.
Kocham Tosia najbardziej na świecie, kocham mojego M. za to jakim jest tatą. Za ich tajemnice, do których mnie nie dopuszczają, bo są tylko "chłopackie". Za narysowanie Tosiowi kwiatka na nadgarstku i pouczenie, że to iż ma dziarę nie znaczy, że ma być niegrzecznym chłopcem....
Ehhh długo by pisać. No KOCHAM bo to najcenniejsze co mam i zrobię wszystko by był szcześliwy

edit. literówki i jeszcze jedno... Roczek nie przydeptany, ale mamy czas


No, bo juz daaawno nie miałam co czytać :P Obijasz się :P
OdpowiedzUsuń